Przejdź do treści
Park Rozwojowy

Psychologia, relacje, rozwój.

Publikacje

Treść promocyjna

Burgundia bez pośpiechu - opactwa, zielona droga i wioski Mâconnais

Data publikacji
Czas czytania
5 min
Burgundia bez pośpiechu - opactwa, zielona droga i wioski Mâconnais
O siódmej rano w dolinie Grosne stoi mgła i widać z niej tylko czubek jednej wieży. To dzwonnica ocalała z kościoła, który przez czterysta lat był największą świątynią chrześcijaństwa i który dziś prawie nie istnieje. Kilometr dalej, po dawnym nasypie kolejowym, jedzie już pierwszy rowerzysta. Ta okolica ma dwie prędkości: średniowieczną i rowerową, i obie są wolniejsze niż wszystko, do czego przywykłeś. Zabiorę cię na trzy dni, które warto tu spędzić.

Przystanki tej lektury

Burgundia południowa - gdzie właściwie jesteśmy

Tekst opracowany z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Zasady i ograniczenia

Kiedy pada słowo Burgundia, wyobraźnia podsuwa zwykle Dijon albo Beaune. Tymczasem to, co ukształtowało tę krainę najmocniej, wydarzyło się na jej południowym skraju, między doliną Saony a wzgórzami Mâconnais. Krajobraz jest tu inny niż na północy: bocage, czyli mozaika pastwisk poprzedzielanych żywopłotami i kamiennymi murkami, w którym pasą się białe krowy rasy charolaise. Między nimi sterczą wapienne grzbiety i wsie z żółtego kamienia, kryte płaską dachówką. Skala też jest inna niż gdziekolwiek: jeśli Bordeaux to Francja wielkich châteaux i posiadłości liczonych w setkach hektarów, Burgundia zawsze była krainą drobnicy - pojedynczych parceli, murków i gospodarstw wielkości ogrodu, i widać to w krajobrazie do dziś.

Odległości są małe. Z Mâcon do Cluny jest jakieś dwadzieścia pięć kilometrów, do Tournus niewiele więcej. Wszystko da się objechać w trzy dni, a przy odrobinie determinacji przejechać rowerem.

Cluny - opactwo, po którym została jedna dziesiąta

11 września 910 roku Wilhelm I Pobożny, książę Akwitanii, ufundował w dolinie Grosne klasztor benedyktynów i zrobił rzecz wtedy niezwykłą: zwolnił go z zależności od biskupa i od władzy świeckiej, podporządkowując bezpośrednio Rzymowi. Z tego jednego zapisu wyrosła potęga. W szczytowym okresie, na przełomie XI i XII wieku, Cluny podlegało około tysiąca klasztorów, a w nich mniej więcej dwadzieścia tysięcy mnichów.

W 1088 roku opat Hugo rozpoczął budowę trzeciego kościoła opackiego, nazywanego Maior Ecclesia. Pięć naw, dwa transepty, osiem wież, sklepienia na wysokości trzydziestu metrów. Aż do przebudowy bazyliki Świętego Piotra w Rzymie był to największy kościół chrześcijaństwa.

Nie zobaczysz go. Po kasacie opactwa w 1790 roku budowlę sprzedano handlarzom kamienia, którzy potraktowali ją jak kamieniołom; w 1801 roku przez nawę poprowadzono zwyczajną drogę, a do lat dwudziestych XIX wieku rozebrano niemal wszystko. Ocalało około dziesięciu procent: południowe ramię transeptu z dzwonnicą, resztki murów i trzynastowieczny spichlerz Farinier, w którym ustawiono uratowane kapitele z chóru. Wchodzi się między te fragmenty i przez chwilę nie da się pojąć skali. To jedno z niewielu miejsc w Europie, które robi wrażenie tym, czego nie ma.

Tournus, Brancion i Taizé

Nad Saoną, dwadzieścia kilometrów na wschód, stoi coś dokładnie odwrotnego: opactwo Saint-Philibert w Tournus, jedno z najlepiej zachowanych dzieł wczesnego romanizmu we Francji. Ciężkie okrągłe filary z różowawego kamienia, surowy narteks, prawie żadnej dekoracji. Po Cluny wchodzi się tam jak do innej epoki, choć różnica wynosi zaledwie sto lat.

Między jednym a drugim, na grzbiecie wzgórza, leży Brancion: kilkanaście domów, zamek, kryta hala targowa i romański kościół z resztkami średniowiecznych malowideł. Samochód zostawia się przed bramą, bo dalej po prostu się nie da.

Kilka kilometrów od Cluny jest jeszcze Taizé, wieś, w której od czasów wojny działa wspólnota ekumeniczna i do której latem zjeżdżają tysiące młodych ludzi z całej Europy. Można tam po prostu wejść i posiedzieć w ciszy.

Voie Verte - pierwsza zielona droga we Francji

W 1997 roku departament Saône-et-Loire zrobił coś, co wtedy było we Francji nowością: rozebrał nieczynną linię kolejową z Givry do Cluny i położył na nasypie czterdzieści sześć kilometrów asfaltu wyłącznie dla pieszych i rowerzystów. To była pierwsza voie verte w kraju, a w 2003 roku dostała pierwszą europejską nagrodę dla tras tego typu.

Trasę potem przedłużono na południe, w stronę Mâcon, między innymi przez dawny tunel kolejowy Bois Clair, chroniony ze względu na zimującą w nim kolonię nietoperzy. Nachylenia są kolejowe, czyli prawie żadne, więc jedzie się z dzieckiem bez dramatów. Po drodze mija się zamek w Cormatin, Taizé i kilkanaście wsi, a z samej trasy odchodzi trzynaście oznakowanych pętli w bok.

Skała Solutré i wieś Chardonnay

Osiem kilometrów na zachód od Mâcon z płaskiego terenu wyrasta wapienny cypel: Roche de Solutré, 493 metry. To skamieniała rafa koralowa sprzed jakichś stu sześćdziesięciu milionów lat, kiedy było tu ciepłe morze. Lamartine, urodzony w okolicy, porównywał ją i sąsiednią skałę Vergisson do skamieniałych okrętów.

U podnóża leży jedno z najbogatszych stanowisk paleolitycznych w Europie, z warstwami kości tysięcy koni i reniferów; ludzie polowali tu przez dziesiątki tysięcy lat. Od nazwy skały pochodzi nazwa całej kultury archeologicznej - solutrejskiej. Dawna, efektowna wersja mówiła, że myśliwi spychali stada z urwiska; archeolodzy odrzucili ją dawno temu, bo zwierzęta osaczano u podnóża. Wejście na szczyt zajmuje trzy kwadranse i nie wymaga niczego poza normalnymi butami. Przez lata co roku wchodził tędy prezydent François Mitterrand, ciągnąc za sobą tłum dziennikarzy.

Niecałe trzydzieści kilometrów na północ, w kantonie Tournus, leży wieś Chardonnay: dwieście kilkanaście osób, kościół, kilka ulic wspinających się po zboczu. Rzymianie zapisali tę nazwę jako Cardonnacum, co znaczy tyle co miejsce porośnięte ostami. Z takich właśnie nazw zbudowana jest cała ta okolica: pół tuzina liter i tysiąc pięćset lat ciągłości.

Kuchnia - kury z Bresse i wołowina charolaise

Na wschód od Saony zaczyna się Bresse, kraina hodowli drobiu, której kury jako pierwsze w historii dostały francuskie oznaczenie pochodzenia. W Louhans stoi ulica z ponad stu pięćdziesięcioma arkadami, a w poniedziałki odbywa się tam jeden z największych targów drobiowych w kraju - widok sam w sobie wart objazdu.

Na zachodzie rządzi charolaise: białe bydło z okolic Charolles, hodowane na pastwiskach, które widzisz z każdej drogi. Do tego małe kozie serki z Mâconnais w kształcie ściętego stożka i gougères, czyli ptysie z ciasta parzonego z serem, podawane na ciepło.

Kiedy jechać i jak się poruszać

Szybki pociąg z Paryża dowozi do Mâcon w niecałe dwie godziny, a z Lyonu jedzie się tu jeszcze krócej. Do samego Cluny kolej już nie dojeżdża - został po niej nasyp, po którym teraz jeździsz rowerem. Do wsi potrzebny jest samochód albo rower z bagażem.

Najlepsze miesiące to maj, czerwiec i wrzesień. W lipcu robi się gorąco na odsłoniętej trasie zielonej drogi, a w listopadzie część mniejszych obiektów jest już zamknięta. Sprawdź godziny z wyprzedzeniem, bo wiejskie muzea potrafią otwierać się na trzy popołudnia w tygodniu.

Na koniec

Wróć wieczorem pod dzwonnicę w Cluny, kiedy autokary już odjadą. Stoisz wtedy na zwykłej ulicy, która biegnie dokładnie tam, gdzie kiedyś była główna nawa, i patrzysz na kawałek muru urwany w połowie wysokości. Nikt tego nie zrekonstruował i dobrze. Są miejsca, które opowiadają się same przez to, że ktoś je kiedyś rozebrał na kamienie i wywiózł, a mimo to nie dały się usunąć z krajobrazu.

Tekst promocyjny

Na sąsiedniej ścieżce

Wróć na polanę